Czocha
Fenomen tego zamku zrodził się z kilku faktów. Przebudowany na początku zeszłego stulecia, według formy XVIII - wiecznej drugą wojnę światową przetrwał bez większych zniszczeń. Jest zatem jednym z niewielu zamków Dolnego Śląska, w odróżnieniu od pałaców, posiadających kubaturę budynku a nie wrak po dawnej świetności. A dla fanów filmu "Gdzie jest generał" to nie lada gratka!
| Do zamku Czocha można dotrzeć ze Szklarskiej Poręby, z Karpacza do dalsza wyprawa, i najlepiej na przełomie maja czerwca, gdy kwitną rododendrony. Zdjęcia własne 2016 rok. |
| Pokrycie dachowe jest nowe, w czasach kręcenia nieprawdopodobnej komedii "Gdzie jest generał" nie istniał.Z pierwotnym mostem związana jest legenda... |
| Nowy właściciel z 1909 roku, bogacz z Drezna, odbudował zamek a w fosie umieścił zwierzyniec. Musiało być ciekawie. |
| Największa sala zamku, a po widocznej antresoli zwiedzający udają się do dalszych tajemnic zamku. |
| Zaplecze zamkuPo Kwisie płynącej wokół Czochy można popłynąć stateczkiem wycieczkowym. |
Książę Bernard ze swą żoną Kunegundą, córką Władysława Łokietka, miał synów dwóch. Młodszy Henryk doczekał się córki Anny, lecz jej koronacji na królową Czech Niemiec a później na cesarzową już nie. Za świetnym małżeństwem Anny świdnickiej z Karolem IV Luksemburskim stał jej stryj Bolko. I on zawarł świetny związek - poślubił córkę Leopolda I Sławnego, wnuka założyciela rodu Habsburgów Rudolfa I, Agnieszkę. Złośliwością losu, by nie rzec okrucieństwem, stała się bezdzietność i w tym małżeństwie. Bolko II Mały był bowiem ostatnim Piastem Śląskim, który nigdy nie poddał się hańbie złożenia hołdu lennego królom czeskim. Z jakich przyczyn nie połączył jaworsko-świdnickiej spuścizny po ojcu z Królestwem Polskim, zjednoczonym przez swego dziadka na sześć lat przed własnymi narodzinami, nie ustaliłam. Pozostając bezpotomnym, pozwolił by ta dziedzina Piastów złączyła się z Koroną Czeską, jednak dopiero po śmierci jego żony Agnieszki Habsburżanki, czyli w 1392 roku. Od tego czasu zamek Czocha dzielił los Czechów, a po zwycięskiej wojnie Fryderyka II Wielkiego Hohenzollerna z Habsburgami został wcielony z całym niemal Śląskiem do Prus.
Ostatni właściciel zamku Ernst Gutschow przyjaźnił się z rodem Romanowych, a po rewolucji październikowej udzielał schronienia uciekającym Rosjanom, oczywiście nie za darmo. W swej bibliotece zgromadził szereg dzieł rosyjskich autorów, dziś uznalibyśmy ten księgozbiór za bezcenny. Fortuna spłatała nam jednak okropnego figla, choć to słowo jest niewspółmierne. Po włączeniu Śląska do Polski, po drugiej wojnie światowej, w zamku przebywali greccy komuniści, którym dzieła Romanowych wybitnie się nie podobały i palili nimi w piecach😱Okolica obfitowała w lasy, dodać tylko należy na marginesie tej katastrofy kulturalnej. Dzisiejsza biblioteka to przypadkowy zbiór bezwartościowych w większości książek. Jedyną ciekawostką jest wejście do tej dawnej komnaty, gdy przewodniczka zamknęła za sobą drzwi, znaleźliśmy się w ogromnej bibliotece pozbawionej jakichkolwiek sposobów opuszczenia tego pomieszczenia - zapraszam do zwiedzania zamku Czocha, można naprawdę zdziwić się, co oferuje. Smutkiem natomiast napawa fakt, iż wiele dóbr kultury wywieziono z Czochy do Muzeum Narodowego we Wrocławiu, gdzie część z nich przebywa ściśle zamknięta w czeluściach archiwów.Z komnatą sypialnianą związana jest inna historia, kolejna z mrożących krew w żyłach. Otóż, w dawnych czasach nie wchodziło się do łóżka jak dziś, czyli z boku gdzie jest wygodnie. Wejście do łoża mieściło się za drzwiczkami z przodu, i jeśli dama tam spoczywająca nie godziła się na obecność w nim mężczyzny...to wcale nie oznaczało, że on szedł spać gdzie indziej😨 Włączał specjalny przycisk, łoże podnosiło się "nogami" do góry, w tej samej chwili otwierały się drzwiczki za poduszkami, a "nieuprzejma" dama lądowała w jakimś lochu z roztrzaskaną głową oraz kręgosłupem. Pomysłowość naszych przodków nie wiem czy podziwiać, czy płakać nad tym...Pierwsza makabryczna opowieść z zamku Czocha to Studnia utopionych żon, widoczna na zdjęciu. Legenda opowiada o właścicielu zamku, który musiał wyjechać na jakichś czas, pozostawiając swą śliczną małżonkę samą. A gdy niespodzianie wrócił, okazało się, iż nie była mu wierna. Znalazł w jej łożu małe dziecko, które żadną miarą, z uwagi na zbyt długą nieobecność pana zamku, nie mogło być jego. I podobno całą noc rozmyślał - albo według innej wersji modlił się w kaplicy i nie wiedzieć dlaczego akurat w takim miejscu, gdzie powinno na każdego spłynąć opamiętanie i chęć okazania miłosierdzia - pogodził się z tym, iż niewierną żonę należało utopić. Rankiem kobieta wylądowała w studni - podobno właśnie tej z fotografii. I co najbardziej wstrząsające: tak utopiono trzy niewierne żony, a owo dziecko z legendy pan zamku nakazał zamurować żywcem. Co do tej ostatniej wersji nie pamiętam, żeby wyszła z ust naszej pani przewodnik. Przeczytałam ją w książce Marka Gaworskiego "Legendy śląskich zamków", wydanej przez Wydawnictwo Matiang w 2021 roku. Z tej książki pochodzi również historia zawalenia się pierwszego mostu nad fosą, w trakcie procesji żałobnej, zginąć zatem musiało mnóstwo ludzi. Nie można wykluczyć prawdziwości tej opowieści, z jakichś bowiem przyczyn wzniesiono mocny murowany most. A że czasem słuchać z fosy jęki tych, co zginęli...cóż, to może lepiej się nie przysłuchiwać😕
To jednak nie koniec makabrycznych historii, każdy szanujący się zamek posiadał bowiem albo lochy, albo starannie przygotowaną izbę tortur. Weszłam tam, pomimo iż wcześniej usłyszałam, że do jednej z niedużych cel wrzucano skazańca, a za nim płonące szczapy czy słomę i zamykano drzwi. Po czym otwierano je, gdy już dawało się stamtąd wyciągnąć jedynie zwłoki. Dawna pomysłowość ludzka wciąż mnie przerasta... "Zwiedzanie" sali tortur zamku Czocha jest zatem wyłącznie dla ludzi o mocnych nerwach.
A generalnie część budynków, te z zapalonymi światełkami na makiecie powyżej, to hotel. Do odważnych świat należy, więc czemu nie, może kiedyś odważę się na takie wakacje z duchami😅
| Ta kamienna ścieżka prowadzi do multimedialnej sali tortur...Droga do tego miejsca prowadzi z lewej strony zamku. |
A generalnie część budynków, te z zapalonymi światełkami na makiecie powyżej, to hotel. Do odważnych świat należy, więc czemu nie, może kiedyś odważę się na takie wakacje z duchami😅
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz