czwartek, 12 grudnia 2024

Wędrówki ze Szklarskiej Poręby

 

                                      Śnieżne Kotły i Stawki

    Wspólną przygodę z Karkonoszami - jako dzieci bywaliśmy w Szklarskiej Porębie na koloniach, ale oddzielnie, nie znaliśmy się wówczas - rozpoczęliśmy właśnie od tego miasteczka. Szklarska tak naprawdę składa się z trzech części: Dolnej, Średniej i Górnej. Ja jeździłam na trzytygodniowe kolonie do Górnej Szklarskiej Poręby - ówczesna Stocznia Komuny Paryskiej w Gdyni była na tyle bogata, że wynajmowała ogromny teren na wypłaszczeniu pod Szrenicą, gdzie stało sześć budynków przeznaczonych dla sześciu grup dzieci. Wspomnienia z tych niesamowitych wyjazdów, gdy po raz pierwszy w życiu zobaczyłam brązowe skały ściskające niemal asfaltową drogę, którą dojechaliśmy zapewne z Jeleniej Góry, zawarłam w drugiej części "Klejnotów rodzinnych". Mam nadzieję, że w przyszłym roku ujrzą one światło dzienne.

Na pierwszy wyjazd w Sudety, w 2016 roku, wybrałam, a jakże, pensjonat "Magdalena"
w Szklarskiej Porębie Górnej, nieopodal podejścia na Wysoki Kamień.

Niesamowity był stąd codzienny widok na Szrenicę, nota bene wykorzystany przez twórców filmu
"Jak rozpętałem II wojnę światową" w scenie, gdzie 
Franciszek Dolas trafia w Austrii na jakąś fetę
w mieście pod górami. 
    Ukoronowaniem naszych pierwszych wspólnych zachwytów w masywie Karkonoszy stać się miały Śnieżne Kotły, widoczne już z bardzo daleka, gdy się nadjeżdża w rejon Karkonoszy. A to oznaczało wjazd na Szrenicę wyciągiem krzesełkowym, takim na dwie osoby. Jeśli zamierzamy wybrać się na dalszą wędrówkę ze Szrenicy, a potem wrócić i zjechać, trzeba na dolnej stacji wyciągu znaleźć się jak najwcześniej. Można bowiem trafić, tak jak my za drugim razem, na szkolną wycieczkę nawet kilku klas - czekaliśmy wówczas niemal godzinę na wjazd.
Widok niemal ze szczytu Szrenicy jest rozległy, a płaskie grzbiety od razu pozbawiają
złudzeń, to nie są Tatry. Budyneczek na szczycie, jak taki drogowskaz, to Przekaźnikowa Stacja
Radiowo-Telewizyjna. Zielony zaś dach wtopiony w zbocze to Schronisko pod Łabskim
Szczytem-tam dotarliśmy kolejnego roku.
Szrenica i skałki Trzy Świnki z Drogi Przyjaźni Polsko-Czeskiej do Śnieżnych Kotłów.

  
Twarożnik - wczesna godzina wjazdu na Szrenicę oznacza, że ludzi jest niewiele i szybko
się rozchodzą. Przez długi czas można zatem wędrować samotnie.

         Odkąd ustaliłam fazę pierwszego wypiętrzenia się Sudetów a potem ich długą historię  poprzez ery

Ziemi, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wystarczy w tym miejscu zamknąć oczy...    

a po otwarciu przed nosem będą biegać welociraptory. 

     Z górnej stacji wyciągu na Szrenicę wyruszamy najpierw wzdłuż zbocza, na którym usytuowane jest schronisko. A potem, ku naszemu niebotycznemu zdumieniu, idziemy płaską szeroką drogą. Istny deptak dla kuracjuszy w sanatorium, gdyby nie te skały - pierwszy na naszej trasie ukazuje się rozłożysty Twarożnik. Widoczny za nim po lewej stronie szczyt, taki maleńki czubeczek, to Łabski Szczyt 1471 m.npm. Tym deptakiem wędrujemy zaledwie godzinę do Śnieżnych Kotłów. Po stronie czeskiej towarzyszy nam wyłącznie zielone morze kosówki, bardziej interesujący jest świat po stronie polskiej- trawy, niektóre całkiem suche jak step(tak go sobie wyobrażam) i Szrenica.
Kiedy już dobrze się nadreptaliśmy, ukazuje się kamienne zwalisko - to Łabski Szczyt.
Widoczny po stronie czeskiej dach to Łabska Bouda, stamtąd można dotrzeć
nad Wodospad Panczawy. Jest to najwyższy wodospad Karkonoszy, lecz tam jeszcze
nie byliśmy. 

Na Łabski Szczyt nie można wchodzić a szkoda, widok musi być stamtąd powalający.



                    Od Łabskiego Szczytu do Śnieżnych Kotłów jest jeszcze może z 15 minut podejścia

deptakiem i ukazują się wreszcie Śnieżne Kotły.


    Wędrówka deptakiem w niczym nie przypomina górskiej, jedynie Łabski Szczyt na trasie robi wrażenie swym kamienistym obsypaniem. A od niego do wieży Stacji Radiowo-Telewizyjnej podejście robi się tak nudne, że strach. Płasko, widoków żadnych...czekają na nas dopiero, gdy dotrzemy do budynku, który nie jest schroniskiem i nie można tam napić się kawy ani odpocząć. Wybudowano go 1897 i wówczas pełniło taką funkcję. Obecnie jest niedostępne dla turystów i stanowi atrakcję fotograficzną, ale tylko od strony wschodniej Karkonoszy. A za nim naszym oczom ukazuje się ogrom Śnieżnych Kotłów. Koniecznie musimy tu kiedyś dotrzeć zimą.
Potęga natury budzi w tym miejscu nasz ogromny szacunek...
I choć wydaje się to dziwne, nie kojarzę takich wstrząsających widoków z Tatr.
Dotarliśmy tu pod koniec maja, więc nie wiem, czy ten śnieg może się stopić do lata.
Masyw karkonoski tworzący ściany Śnieżnych Kotłów powstał z kilku rodzajów granitów w okresie górnego karbonu czyli na początku ery paleozoicznej(to stąd bierze się wrażenie, że to bardzo stare zwietrzeliny, których nie spotykamy w Tatrach). Same Kotły są pochodzenia polodowcowego(odsłoniły się po jego ustąpieniu). W Małym Śnieżnym Kotle(czyli nie tym widocznym na zdjęciu bo to są ściany Wielkiego Śnieżnego Kotła), biegnie jedna bazaltowa żyła powstała około 26 milionów lat temu - to jest na samym początku ery kenozoicznej. Najbardziej wstrząsające wrażenie robią wały moren czołowych i bocznych, wytworzonych w czasie, gdy plejstoceński lodowiec "pchał się" na południe.


Pionowe ściany kotła polodowcowego, nad którym usytuowana jest jak strażnik wieża 
Stacji Radiowo-Telewizyjnej.

Tak jak ogrom Śnieżnych Kotłów przytłacza, tak urzeka widok, którego nie spodziewaliśmy się, wędrując do tego niesamowitego miejsca w dziejach Ziemi. To położone na dnie kotłów stawki polodowcowe - Śnieżne Stawki.
Zauroczona... omal nie padłam, gdy zobaczyłam krajobraz tych stawków
w dole.
Raj pod nami, na dnie Wielkiego Śnieżnego Kotła. Na Wyprawę do Śnieżnych Stawków
wyruszyliśmy następnego roku.
Aparat przybliżył nam te zwierciadła. Czyżby odcisk łapy polodowcowego yeti?
Wiedziałam już, że pierwszą wyprawą w 2017 roku będzie trasa do Śnieżnych Stawków. A gdy jesienią tego właśnie roku zaczęłam pisać Ruiny...nie,  nie zdradzę co znalazło się w Prologu, proszę się domyślić😎
Tak byliśmy zaaferowani widokami, że nawet przez myśl nam nie przeszło, by podejść na Wielki Szyszak. Może i dobrze, to trasa jeszcze jest przed nami.
Twarożnik w drodze powrotnej
ze Szrenicą
Trzy Świnki po polskiej stronie, po drodze na Szrenicę.
Czeskie Trzy Świnki razem z polskimi
Świnki z widokiem na Łabski Szczyt i stację

W schronisku funkcjonowała w 2016 roku świetna kuchnia. Mam nadzieję, że kucharza nie zmienili😄, bo jeszcze się tam wybierzemy. 

Trzeba obejść schronisko dookoła, żeby dostać się na pierogi z jagodami.
Pierwszy budynek schroniska powstał na Szrenicy w latach 1921-1922, musiał być piękny, bo niemal w całości zrobiony z drewna. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku rozpoczął się trwający nieskończenie długo remont. Obecnie schronisko oferuje 90 miejsc noclegowych w pokojach od dwóch do siedmiu osób. A zatem plecak i w drogę, jak to czynią młodzi nie z naszego już pokolenia😍

Kraina zamków Dolnego Śląska

                                              Studnia czasu - z amek Lenno        Ledwo książę Mieszko zjednoczył zwaśnione plemiona, a jego...