Kocioł Małego i Wielkiego Stawu ze Słonecznikiem
Plejstoceński kocioł polodowcowy, w którym od tamtego czasu tkwi milczący staw, chroni wiele tajemnic. Wędrowali tamtędy nasi praludzcy przodkowie, chłonąc tę samą ciszę i zostawiając swój ślad na nietopniejącym długo śniegu. Kiedy odeszli, zostawiając świat inteligentniejszemu gatunkowi, ekspansja w te rejony nowych istot dwunożnych na długo się zatrzymała. Podobno wszyscy pochodzimy ze skromnej liczby dziesięciu tysięcy homo sapiens, niewiele zatem brakowało, abyśmy nie przetrwali krwawych rozgrywek o panowanie na Ziemi.
 |
Jeśli nasi praprzodkowie wędrowali spod Śnieżki, wówczas bez nazwy, docierali w to miejsce. Samotni w głuchej ciszy, dobrze że nie grasowały już velociraptory, ale niedźwiedzie z pewnością, zdjęcia własne 2022rok. |
 |
Czegoż jednak mieliby szukać na tych wysokościach? Suche trawy nie nadawały się do jedzenia, a woda zalegała tylko w dole. I tej pięknej Strzechy Akademickiej nie było jeszcze przez setki tysięcy lat. A magia trwała na wyciągniecie ręki.
|
Pierwsze stałe ludzkie osady u stóp Karkonoszy pojawiły się dopiero na początku XIV wieku. Tysiące lat po zniknięciu neandertalczyków i ludzi z Cro-Magnon, którzy w te rejony mogli zawitać jako myśliwi czy też w czasie wypraw po lepsze miejsca do życia. W XIII wieku gdy na terenie Śląska panowali Piastowie, rozliczni potomkowie Władysława Wygnańca, podgórskie tereny Gór Olbrzymich przemierzali przybysze za zachodniej Europy zwani walonami. Poszukiwali cennych kruszców: złota srebra, może górskich kryształów, lecz nie osiedlali się nad potokami na stałe. Co oznaczało, że wędrowali tylko mężczyźni, ci których nic nie zatrzymywało w kraju urodzenia. Syn Wygnańca, Bolesław Wysoki, sprowadzał w tym czasie niemiecką ludność, by zasiedlać tereny Przedgórza Sudeckiego porośnięte nieprzebytymi puszczami. Nikt jednak nie myślał o założeniu osad tuż pod tchnącymi niekończącym się zimnem górami. |
W trzecim tysiącleciu dotarcie na szczyt Kotła Małego Stawu to fraszka. Wjeżdżamy na Kopę wyciągiem, a potem dziarsko wędrujemy, delektując się widokami. Po raz kolejny zadziwił na śnieg zalegający w maju obok drogi. Skręciliśmy już z głównej arterii karkonoskiej i z wiosenną ciszą zbliżamy się do ścian Kotła Małego Stawu. |
I tak, nazwa Sudety czy Karkonosze w tamtych czasach nie istniała, nazywano ten masyw Górami Olbrzymimi - pewnie dlatego, że tutejsi nieliczni mieszkańcy nigdy nie zawędrowali pod Tatry. A ściany kotła wciąż pamiętające, pomimo tysiącleci wietrzenia i kruszenia na skutek ustawicznego zamarzania i rozmarzania, jęzor lodowca który tu zawędrował ze Skandynawii, oczekują na zachłyśnięcie się tym cudem natury.  |
| Samotność ciszy i szata z pereł Małego Stawustworzyły legendę Samotni, po której pozostały już tylko ślady na ścieżkach pamięci. |
Zimą ten szlak jest zamknięty, a byłby kolejnym nieskończonym cudem. Wszystkich chętnych do podziwiania osobiście zaklętych w dole tajemnic zapraszam na tę trasę w maju, co najwyżej do połowy czerwca, a potem we wrześniu. Okres wakacyjny odbierze tej magii zbyt wiele, by ryzykować wędrówkę do krainy Kotła Małego Stawu.  |
| Skradam się do krainy cudów. |
 |
I oto jest... Skalni bracia zatopionego stawu |
Niewiele jest tak magicznych widoków w Karkonoszach, zawędrowaliśmy tu już tyle razy, że nie zliczę. W 2022 roku szlak doprowadził nas stąd do Przełęczy Karkonoskiej, o czym będzie osobna opowieść. W zeszłym wyruszaliśmy na megamagiczną wyprawę z tego miejsca na Pielgrzymy a potem do ruin schroniska Bronka Czecha. A w tym pogoda tak nas pognębiła, łącznie z szaleństwem grypy żołądkowej, że magia Kotła Małego Stawu musi zaczekać na wiosnę 2026 - czyli w sumie już niedługo😀Krótkie spotkanie z pejzażem wokół Samotni prowadzi nas dalej, do kolejnego kotła polodowcowego.  |
| Z królową Śnieżką za plecami wędrujemy do Kotła Wielkiego Stawu,żegnając zaczątki lodowca znad Małego Stawui witając się ze Słonecznikiem. |
Nie wiem, czy zalegający tu śnieg a także ten znad Kotła Wielkiego Stawu, topi się latem. Zakładam, że nie, a zatem budzi zachwyt poza okresem zimowym. A skałka za Jarkiem widoczna jest z wielu miejsc w rejonie karpackim Karkonoszy. Nazwę swą wzięła od tego, iż z Podgórzyna i Przesieki, miejsc już nam znanych, mieszkańcy oznaczali południe poprzez słońce świecące dokładnie ponad tą skałą. Z tego wypływa logiczny wniosek, iż do owego Słonecznika nigdy nie dotarli - może ta skała skojarzyć się ze wszystkim, ale na pewno nie ze swym jadalnym odpowiednikiem, co naturalnie nasuwa się turystom nie znającym historii nazwy.  |
Kocioł Wielkiego Stawu ze Słonecznikiem po lewej i ciemnymi Pielgrzymami w doleDobrze, że do Wielkiego Stawu nie dochodzi żaden szlak - magii tej ciszy i dostojeństwa mileniów trwania w spokoju nikt już nie sprzeda ani nie kupi. A my opuszczamy krainę przedwiecznej ciszy i zdążamy na Słonecznik, przepraszam pod Słonecznik😂Moai z Wyspy Wielkanocnej i Madzia Rohacka, ach nie to nadal Karkonosze i Słonecznik😉 |
Kto jeszcze nie był pod tą skałą i nie oglądał filmu z 1994 roku "Rapa Nui", to polecam najpierw zapoznać się z ekranizacją oddającą koloryt tamtejszej kultury i budowę Moai. A dopiero potem pojechać do Karpacza: z trasy na Śnieżkę, prosto w górę spod budki z biletami do KPN o której pisałam w opowieści "Śnieżka", jak na dłoni widać Moai. Polinezyjczycy mieszkają, co prawda, w z lekka innym miejscu naszego globu, ale dziś nie potrafimy sobie wyobrazić jak w XI wieku czy nawet później przetransportowali wielotonowe bloki na brzeg morza. A co, jeśli sobie poradzili także z Karkonoszami? |
| I co? Słonecznik czy Moai? Zdjęcia z 2018 rokuA to ci dopiero😅A jednak są to nadal Karkonosze, w dodatku Park Narodowy |
Na pożegnanie z dzisiejszą wycieczką wędrowcy z Polski północnej kłaniają się wszystkim😃 I tak sobie myślę, że na następną zaproszę nad karkonoskie wodospady. |
Pozdrowienia spod Słonecznika
|