czwartek, 21 maja 2026

Kraina zamków Dolnego Śląska

                                   Studnia czasu - zamek Lenno

     Ledwo książę Mieszko zjednoczył zwaśnione plemiona, a jego syn Bolesław Chrobry nałożył koronę na głowę, już młodziutka państwowość polska sypać się zaczęła. Mieszko II, światły i oczytany, nie zapobiegł rozprężeniu, jego syn Kazimierz Odnowiciel przez całe życie łączył z powrotem wszystko, co się dało. Tegoż synowie różnili się jak ogień i woda. Bolesław Śmiały w koronie chodził, lecz za bardzo był śmiały i wszystkich zdrajców twardą trzymał ręką, życie skończył więc na wygnaniu. Władysław Herman słaby był, choć rozsądnymi pobudkami się kierował - władza wymknęła mu się z rąk na rzecz urzędnika, palatyna i innych możnych, co głowy za mocno zadarli. On pierwszy dokonał podziału państwa polskiego pomiędzy synów - w roku 1097(nomen omen rok później oddany został do użytku, kościół św.Andrzeja na ówczesnym Okolu, dzisiejszej dzielnicy Krakowa, z fundacji właśnie owego zdradzieckiego palatyna Sieciecha). Bolesław Krzywousty i starszy Zbigniew z miejsca stanęli do walki o całość władzy. Aż dziw bierze na tę, bez mała, naiwną bezmyślność władców średniowiecznych, że synowie słuchać będą ojcowskiego nakazu o zadowoleniu się wydzieloną im dzielnicą. W całej Europie od stuleci bracia szarpali się przecież o ziemię i władzę, tocząc krwawe wojny nie tylko między sobą, ale też z ojcami i stryjami. W naszej opowieści zwycięsko z walk wyszedł książę Krzywousty, pominiemy milczeniem co stało się ze Zbigniewem i Sieciechem. Popełnił jednak ten potomek Mieszka I jeszcze gorszy błąd niż własny ojciec. Państwo polskie podzielił między trzech dorosłych synów: Władysława, Bolesława Kędzierzawego i Mieszka III, zwanego później Starym, czwarty Henryk był wówczas dzieckiem a piąty Kazimierz urodził się jako pogrobowiec. I tak Polska wpisała się w dzielnicowe walki pomiędzy braćmi, dołączając do innych krajów Europy, gdzie taki upadek był normą od wieków. 

Miejscowość Wleń, której patronuje ze wzgórza zamek Lenno, znajduje się
godzinę drogi samochodem na północ od Karpacza(zdjęcia własne, 2021 rok)
Udało się nam zaparkować powyżej miasteczka i do ruin zamku zmierzaliśmy
drogą wyznaczoną przez tajemnicze mury.

A to już skalna podstawa zamkowa, na której wybudowano siedzibę Bolesława Wysokiego
w Dolinie Bobru. W pierwszych wiekach średnich żaden z władców nie miał
stałej siedziby, nawet król. Każdy przenosił się wciąż z miejsca na miejsce,
średniowieczne zamki wyrastały zatem w Europie jak grzyby pod deszczu.
  Seniorem ponad pozostałymi braćmi był najstarszy Władysław, któremu jako dzielnica przypadł Śląsk. Długo w tej roli jednak się nie ostał. Wszystkich chętnych do zapoznania się z losami tego księcia i jego tak licznych potomków, że nigdy ich nie policzyłam, z przyjemnością odeślę do mojego "Zwoju" - opowieści o Piastach Śląskich, który ukaże się w przyszłym roku. Dla historii zamku Lenno wystarczy, iż powiem, że sojusz młodszych braci, przyrodnich co było niezmiernie istotne, doprowadził do wygnania ze Śląska księcia Władysława wraz z rodziną, w roku 1146. Na zamku w Altenburg zmarł on i jego żona Agnieszka z rodu Babenberg, siostra przyrodnia cesarza Konrada III Hohenstaufa. Najstarszy syn Władysława i Agnieszki, Bolesław Wysoki, dziedzic Śląska, wyruszył z tego wygnania w godną średniowiecznej ballady gonitwę za przygodami. Wstąpił na służbę do cesarza Fryderyka Barbarossy, a gdy pierwsza próba odzyskania ojcowizny nie powiodła się, cztery lata wojował jeszcze u jego boku. Śmierć Władysława Wygnańca doprowadziła ówczesnego seniora polskiego, Bolesława Kędzierzawego, do aktu pogodzenia się z bratankiem. Zezwolił na powrót na Śląsk Bolesława Wysokiego wraz z całą rodziną( w tym z młodszym bratem Mieszkiem Plątonogim - protoplastą drugiej linii dynastycznej Piastów na Śląsku). Był to rok 1163.
Widok z zamkowej wieży
I na ruiny zamu Lenno
Czy to dziedziniec był taki ogromny, czy też po zabudowie nie pozostał ślad, któż to wie?
     Bolesław Wysoki rozpoczął rządy w dziedzictwie ojca od budowy murowanych zamków w swoich siedzibach: w Legnicy, Leśnicy(dzisiejszej dzielnicy Wrocławia)a także w Dolinie Bobru. Na wzgórzu ponad osadą Wleń powstała budowla obronno-mieszkalna. Stąd razem z bratem Mieszkiem wyprawiał się, by odebrać stryjowi, księciu Kędzierzawemu, główne grody Śląska - które ten, całkiem rozsądnie, obsadził swoją załogą. Dalsze bitwy, spiski, koalicje i zbrojne odwety znajdą swoje odbicia w "Zwoju".
Wystarczy na chwilę samotnie zatrzymać się w ruinach, a magia takich miejsc
zaczyna działać...
U stóp wieży, typu donżon była bowiem i mieszkalna, i obronna(w przeciwieństwie do wieży
ostatecznej obrony, która była tylko obronna) Na zamku Lenno postawiono tylko jedną
wieżę, a zatem służyła obu celom.
A tutaj uczyli się synowie Bolesława Wysokiego oraz służących mu rycerzy.
A tu mieściła się kuchnia.
W bulli papieskiej z 1155 roku wskazano, iż na bazaltowej górze ponad miejscowością Wleń, na prawym brzegu Bobru, istniał gród kasztelański. Należy domniemywać, iż był on drewniany. Książę Bolesław nakazał wybudować sześciokątną wieżę, którą jego syn Henryk Brodaty zamienił na okrągłą, I tę możemy podziwiać do dzisiaj😀 A zatem może mieć ponad osiemset lat. I dzielnie stoi - tak się kiedyś budowało. Z wielu zrujnowanych zamków, które zwiedziłam, Lenno wyróżnia się pozostałościami sali, gdzie edukowano chłopców. Co oznacza, iż nie tylko uczyli się władać mieczem na placu, ale i o zawartość ich głów dbano - niemniej były to czasy, gdy książęta rzadko kiedy znali sztukę czytania i pisania (tak naprawdę do niczego nie była im potrzebna, od tych funkcji mieli mnichów).  W chwili śmierci ojca, w 1201 roku, Henryk Brodaty miał około trzydziestu sześciu lat. Okazał się godnym następcą Bolesława Wysokiego: zręczną polityką i przemyślanymi sojuszami doprowadził do złączenia w swym ręku większości ziem polskich. Narodziła się wówczas Monarchia Henryków Śląskich, twór polityczny nazwany tak przez późniejszych historyków. Henryk Brodaty rozpoczął starania o koronację nad zjednoczonym w części państwem polskim - choć już nie dla siebie a dla syna, również Henryka. W tym celu wysłał posłów do cesarza rzymskiego Fryderyka II Hohenstaufa. Rychła śmierć księcia Brodatego, w 1238 roku, przerwała te starania. 
Kolejny pasjonat historii w rodzinie, Jarek. A po lewej stronie tablica z krótką historią
Henryka Brodatego i Jadwigi Śląskiej oraz ich wizerunki.
Prochy Piastowskich mieszkańców zamku Wleń rozsypały się w przestrzeni czasu -
Bolesław Wysoki został pochowany w klasztorze cysterskim w Lubiążu,
Henryk Brodaty w ufundowanym przez siebie klasztorze cysterek w Trzebnicy,
a echo ich życia wciąż błąka się wśród ruin...i nie jest samotne.

Mądrość księcia Henryka Pobożnego, a także siła jego oręża, doprowadziłaby może do szybszego zjednoczenia ziem polskich pod wspólnym berłem, gdyby nie najazd Mongołów. Dramat bitwy pod Legnicą zniweczył wszystkie starania Henryka Brodatego. Potęga książąt śląskich przepadła wraz z bohaterską śmiercią na polu chwały jego syna. Na Henryku Pobożnym nie zakończyła się jednak epopeja Piastów na Śląsku. Od niego dopiero się zaczęła (równolegle z Piastami legnicko-brzeskimi zdążali przez dzieje potomkowie Mieszka Plątonogiego).
Bitwa pod Legnicą - autor nieznany, domena publiczna
     Najstarszy syn Henryka Pobożnego po swoim wielkim pradziadku nie odziedziczył zdolności ani ambicji. Otrzymał za to po przodkach wybuchowy temperament i charakter nie do utemperowania. W pełni zasłużył zatem na swój przydomek - Bolesław II Rogatka. W wieży zamku Lenno więził nie tylko biskupa wrocławskiego Tomasza, aż przez pół roku, ale też swego bratanka Henryka IV Prawego. Po śmierci zaś jego prawnuka, ostatniego niezależnego Piasta Śląskiego Bolka II Małego, w 1368 żona tego księcia świdnicko-jaworskiego Agnieszka Habsburg przekazała zamek Lenno w zastaw rycerzowi ze śląskiego rodu Zedlitz. W następnym wieku, gdy wynaturzyła się warstwa rycerska społeczeństwa i część z nich, w braku innego płatnego zajęcia, zajęła się zbójowaniem, przedstawiciele tego rodu uczynili sobie z zamku Lenno siedzibę rycerzy-rozbójników. Zamek był też oblegany przez husytów, lecz wyszedł z opresji razem ze wszystkimi mieszkańcami Wlenia, którzy się tu schronili. 
Opis oblężenia zamku Lenno przez husytów
Wojna trzydziestoletnia w XVII wieku przyniosła kres świetności zamku. Szwedzi bronili się tu przed wojskami cesarza, a gdy poddali się w 1646 roku, zwycięski generał nakazał go zburzyć, by nigdy już nie stał się siedliskiem dla żadnych buntowników. Od tej pory zamek Lenno brnie przez wieki w ruinie. A wieża Henryka Brodatego przetrwała wszystko i doczekała się powrotu do Polski, której tak pragnął ten Piast. I jest jeszcze jedna historia warta zapamiętania z tej wycieczki przez czas. Bracia Władysława Wygnańca nie zapewnili trwania dynastii Piastów. Bolesław Kędzierzawy zmarł bezpotomnie, ostatni potomek Mieszka III Starego, król Polski Przemysł II, został zamordowany w Rogoźnie w 1296 roku. Henryk sandomierski nie pozostawił po sobie potomstwa. Prawnuk najmłodszego z braci, Kazimierza Sprawiedliwego, Władysław Łokietek zasiadł na tronie na Wawelu w 1320 po kilku dziesięcioleciach walk o zjednoczenie Polski. Po nim koronę nosił jego syn Kazimierz Wielki. Rok 1370 wyznaczył granicę dynastii Piastów na tronie, gdy Kazimierz zmarł, ten król który "zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną". Potomkowie młodszego syna Kazimierza Sprawiedliwego, Konrada dotrwali na Mazowszu do XVI wieku. Ostatnim Piastem był zaś odległy dziedzic wygnanego z Polski przez trzech braci, Władysława. Tak to pokrętny los wynagrodził, pozbawionemu ojcowizny aż do śmierci, księciu dziedzictwo genów przez ponad pięćset lat. Ostatni jego potomek, a zarazem ostatni potomek pierwszego księcia Polski od którego wywodził się ród Piastów, Jerzy IV Wilhelm zmarł w wieku piętnastu lat. Na zamku w Brzegu, o którego wspaniałościach opowiadać by można bez końca. Mauzoleum Piastów Śląskich w Legnicy jest zatem miejscem ostatniego spoczynku ostatnich Piastów, którzy chodzili po naszej ziemi. Piastów, bowiem siostra Jerzego IV, Karolina, zmarła w 1707 roku i została pochowana w klasztorze cysterek w Trzebnicy. Jej serce we wspaniałej urnie ufundowanej przez jedynego syna ostatniej Piastówny spoczywa w klasztorze klarysek we Wrocławiu. 
    

piątek, 19 grudnia 2025

Kraina magii

                           Kocioł Małego i Wielkiego Stawu ze Słonecznikiem

        Plejstoceński kocioł polodowcowy, w którym od tamtego czasu tkwi milczący staw, chroni wiele tajemnic. Wędrowali tamtędy nasi praludzcy przodkowie, chłonąc tę samą ciszę i zostawiając swój ślad na nietopniejącym długo śniegu. Kiedy odeszli, zostawiając świat inteligentniejszemu gatunkowi, ekspansja w te rejony nowych istot dwunożnych na długo się zatrzymała. Podobno wszyscy pochodzimy ze skromnej liczby dziesięciu tysięcy homo sapiens, niewiele zatem brakowało, abyśmy nie przetrwali krwawych rozgrywek o panowanie na Ziemi.  

Jeśli nasi praprzodkowie wędrowali spod Śnieżki, wówczas bez nazwy, docierali   
w to miejsce. Samotni w głuchej ciszy, dobrze że nie grasowały
już velociraptory, ale niedźwiedzie z pewnością, zdjęcia własne 2022rok.
Czegoż jednak mieliby szukać na tych wysokościach? Suche trawy nie nadawały się
do jedzenia, a woda zalegała tylko w dole.
I tej pięknej Strzechy Akademickiej nie było jeszcze przez setki tysięcy lat. 
A magia trwała na wyciągniecie ręki.
    Pierwsze stałe ludzkie osady u stóp Karkonoszy pojawiły się dopiero na początku XIV wieku. Tysiące lat po zniknięciu neandertalczyków i ludzi z Cro-Magnon, którzy w te rejony mogli zawitać jako myśliwi czy też w czasie wypraw po lepsze miejsca do życia. W XIII wieku gdy na terenie Śląska panowali Piastowie, rozliczni potomkowie Władysława Wygnańca, podgórskie tereny Gór Olbrzymich przemierzali przybysze za zachodniej Europy zwani walonami. Poszukiwali cennych kruszców: złota srebra, może górskich kryształów, lecz nie osiedlali się nad potokami na stałe. Co oznaczało, że wędrowali tylko mężczyźni, ci których nic nie zatrzymywało w kraju urodzenia. Syn Wygnańca, Bolesław Wysoki, sprowadzał w tym czasie niemiecką ludność, by zasiedlać tereny Przedgórza Sudeckiego porośnięte nieprzebytymi puszczami. Nikt jednak nie myślał o założeniu osad tuż pod tchnącymi niekończącym się zimnem górami.
W trzecim tysiącleciu dotarcie na szczyt Kotła Małego Stawu to fraszka. 
Wjeżdżamy na Kopę wyciągiem, a potem dziarsko wędrujemy, delektując się widokami.
Po raz kolejny zadziwił na śnieg zalegający w maju obok drogi. 
Skręciliśmy już z głównej arterii karkonoskiej i z wiosenną ciszą zbliżamy się
do ścian Kotła Małego Stawu.
    I tak, nazwa Sudety czy Karkonosze w tamtych czasach nie istniała, nazywano ten masyw Górami Olbrzymimi - pewnie dlatego, że tutejsi nieliczni mieszkańcy nigdy nie zawędrowali pod Tatry. A ściany kotła wciąż pamiętające, pomimo tysiącleci wietrzenia i kruszenia na skutek ustawicznego zamarzania i rozmarzania, jęzor lodowca który tu zawędrował ze Skandynawii, oczekują na zachłyśnięcie się tym cudem natury. 
Samotność ciszy 
i szata z pereł Małego Stawu
stworzyły legendę Samotni, po której pozostały już tylko ślady na ścieżkach pamięci.
Zimą ten szlak jest zamknięty, a byłby kolejnym nieskończonym cudem. Wszystkich chętnych do podziwiania osobiście zaklętych w dole tajemnic zapraszam na tę trasę w maju, co najwyżej do połowy czerwca, a potem we wrześniu. Okres wakacyjny odbierze tej magii zbyt wiele, by ryzykować wędrówkę do krainy Kotła Małego Stawu. 
Skradam się do krainy cudów.

I oto jest...
Skalni bracia zatopionego stawu
    Niewiele jest tak magicznych widoków w Karkonoszach, zawędrowaliśmy tu już tyle razy, że nie zliczę. W 2022 roku szlak doprowadził nas stąd do Przełęczy Karkonoskiej, o czym będzie osobna opowieść. W zeszłym wyruszaliśmy na megamagiczną wyprawę z tego miejsca na Pielgrzymy a potem do ruin schroniska Bronka Czecha. A w tym pogoda tak nas pognębiła, łącznie z szaleństwem grypy żołądkowej, że magia Kotła Małego Stawu musi zaczekać na wiosnę 2026 - czyli w sumie już niedługo😀Krótkie spotkanie z pejzażem wokół Samotni prowadzi nas dalej, do kolejnego kotła polodowcowego. 
Z królową Śnieżką za plecami wędrujemy do Kotła Wielkiego Stawu,
żegnając zaczątki lodowca znad Małego Stawu
i witając się ze Słonecznikiem. 
Nie wiem, czy zalegający tu śnieg a także ten znad Kotła Wielkiego Stawu, topi się latem. Zakładam, że nie, a zatem budzi zachwyt poza okresem zimowym. A skałka za Jarkiem widoczna jest z wielu miejsc w rejonie karpackim Karkonoszy. Nazwę swą wzięła od tego, iż z Podgórzyna i Przesieki, miejsc już nam znanych, mieszkańcy oznaczali południe poprzez słońce świecące dokładnie ponad tą skałą. Z tego wypływa logiczny wniosek, iż do owego Słonecznika nigdy nie dotarli - może ta skała skojarzyć się ze wszystkim, ale na pewno nie ze swym jadalnym odpowiednikiem, co naturalnie nasuwa się turystom nie znającym historii nazwy. 
Kocioł Wielkiego Stawu ze Słonecznikiem po lewej i ciemnymi Pielgrzymami w dole
Dobrze, że do Wielkiego Stawu nie dochodzi żaden szlak - magii tej ciszy i dostojeństwa
mileniów trwania w spokoju nikt już nie sprzeda ani nie kupi. 
A my opuszczamy krainę przedwiecznej ciszy i zdążamy na Słonecznik,
przepraszam pod Słonecznik😂
Moai z Wyspy Wielkanocnej i Madzia Rohacka, ach nie to nadal Karkonosze i Słonecznik😉
Kto jeszcze nie był pod tą skałą i nie oglądał filmu z 1994 roku "Rapa Nui", to polecam najpierw zapoznać się z ekranizacją oddającą koloryt tamtejszej kultury i budowę Moai. A dopiero potem pojechać do Karpacza: z trasy na Śnieżkę, prosto w górę spod budki z biletami do KPN o której pisałam w opowieści "Śnieżka", jak na dłoni widać Moai. Polinezyjczycy mieszkają, co prawda, w z lekka innym miejscu naszego globu, ale dziś nie potrafimy sobie wyobrazić jak w XI wieku czy nawet później przetransportowali wielotonowe bloki na brzeg morza. A co, jeśli sobie poradzili także z Karkonoszami?
I co? Słonecznik czy Moai? Zdjęcia z 2018 roku
A to ci dopiero😅
A jednak są to nadal Karkonosze, w dodatku Park Narodowy
Na pożegnanie z dzisiejszą wycieczką wędrowcy z Polski północnej kłaniają się wszystkim😃
I tak sobie myślę, że na następną zaproszę nad karkonoskie wodospady.
Pozdrowienia spod Słonecznika


niedziela, 28 września 2025

Kraina magii

                    Samotnia nad Małym Stawem                                                

        Najpiękniejszym miejscem na Ziemi, położonym w karkonoskim kotle polodowcowym Małego Stawu, jest Samotnia nad ową milczącą od mileniów taflą wody. Magia zaklęta w ciszy jeziora jak łódź przemierza czas. Z pozoru obojętna pochłania każdego, kto stopę postawi w tym miejscu, niczego się nie spodziewając.

Do Samotni dotrzeć można na wiele sposobów, my od lat wybieramy najłatwiejszą😆
Wjeżdżamy wyciągiem na Kopę, wędrujemy pod Śląski Dom a tam skręcamy na pustą
drogę do naszej ukochanej, czeskiej Lućnej Boudy(zdjęcia własne z lat 2019-2024).
Zostawiamy za sobą "królową śniegu" i w miododajnych oparach kosówki
docieramy do ścieżki nad torfowiskami, mijając czeską Studzienną Górę.
Za kolejnym zakrętem wyłoni się mostek ścieżki nad mokrymi łąkami.
A królowa strzeże swej krainy.
Wszystkich oburzonych w tej chwili naszym bezapelacyjnym wyborem rozumiem - każdy ma swoje ukochane miejsce na Ziemi. Warto jednak poszerzać ten wachlarz, może się bowiem okazać, iż kolejne najpiękniejsze są wciąż przed nami. Do Samotni najprościej jest dotrzeć z wyciągu na Kopę, stąd kamienną dróżką krótka wędrówka do rozejścia szlaków i w prawo na szeroki trakt. Taki wariant wybraliśmy kilkakrotnie, gdy pogoda odmówiła nam posłuszeństwa.
Pamiętna to była wyprawa😱W Słupsku przed wyjazdem pod koniec maja
2021r było siedem stopni w plusie, w Karpaczu tyleż samo a pod Śnieżką...
...pewnie zero😮
Ratrak spotkaliśmy jakieś pół godziny później, co nam uświadomiło, skąd się ta przemiła 
góra zamarzniętego śniegu pojawiła na deptaku prowadzącym do Strzechy Akademickiej.
W roku 2021, gdy wolno już było wyjeżdżać na wakacje, wiosna przywitała nas nas totalnym zimnem. Wyjechaliśmy ze Słupska około 20 maja i zabrałam ze sobą odzież termalną, którą normalnie używam na narty, czapki zimowe, rękawiczki, szaliki i zimowe długaśne skarpety - tylko dlatego przeżyłam tę szalona eskapadę do Samotni, gdy wicher przeganiał lodowate chmury wokół Śnieżki w takim tempie, jakby się tam diabły ganiały. Od tamtego czasu na każdy wiosenny wyjazd w Sudety odzież termalna ze mną jeździ😂W ciepłe dni docieramy do Lućnej Boudy z widokami na rozległe pustacie.
Na tę ciszę nie ma ceny...
Odwieczna magia...
Kawa i ciacho w Lućnej Budzie i dalej w drogę, krótkim powrotem na polską stronę-
tutaj widoczny po lewej stronie szczyt ściany Kotła Małego Stawu, gdzie prowadzi
szlak na Słonecznik
i widoczne w oddali Pielgrzymy
Wygodnym traktem ruszamy w miejscu złączenia szlaków po polskiej stronie w dół, grzecznie pozdrawiając wszystkich, którzy drapią się tu w górę od Wangu albo spod parkingu pod Kopą. Któregoś roku Jarek spłoszył wylegującego się (poniżej miejsca ze zdjęcia) w słońcu zaskrońca czy innego węża - nie zdążyłam zrobić fotki. A że tego roku Jarek omal nie wpadł w Tatrach na takiego gada to znak, iż trzeba być ostrożnym stawiając nogi na górskich szlakach - wszystkie gatunki węży są w Polsce pod ochroną. 
Za pierwszym razem, w 2016, roku wyruszaliśmy na Śnieżkę spod parkingu pod Kopą
widocznym szlakiem, można zrobić kółko i za jedną wyprawą dotrzeć do Samotni.
Schodzimy do Strzechy Akademickiej, skąd tajnym przejściem za budynkiem😆
wyruszamy na ostatni etap do Samotni.
Komercja "zabiła" w Karkonoszach Samotnię, od przyszłego roku zatrzymywać będziemy się 
na jedzonko w Strzesze Akademickiej.
I oto adrenalina podnosi się na maksa, jeszcze chwila i raj Samotni zatrzymanej w czasie nad Małym Stawem odsłoni rąbka swoich tajemnic. Magię schroniska zaprzedano w niewolę handlu, lecz wspomnienia przetrwały w sercach miłośników gór. A moda na tłumne wędrówki w ścisku i hałasie, niczym po deptaku na plaży, minie jak każda inna. I znów w góry powróci cisza, na szlakach zapanuje spokój i władcy tej krainy wreszcie odetchną. 
Pierwsza odsłona
Kocioł Małego Stawu uchyla wieka tajemnic...
i chwyta w niewolę karkonoskiej magii.
Nieodmiennie i na zawsze
Przejścia nad Mały Staw nie ma, naturalne piękno płynie zatem łodzią eonów nienaruszone.
Schronisko im.Waldemara Siemaszki w zeszłym roku zostało odebrane dotychczasowym dzierżawcom z rodziny pana Waldemara i oddane nowym osobom. Afera wstrząsnęła miłośnikami gór, a obecne zdjęcia wnętrz Samotni pozbawiają jakichkolwiek złudzeń. Tamtej cudownej, legendarnej atmosfery Samotni już nie ma, pozostała tylko pamięć i żal. 
Magia Samotni nadal będzie zachwycać...
...pod warunkiem, że nie wejdziemy do środka.
Wszystkich miłośników dawnej magii zapraszam 
do Schroniska Szwajcarka, tam trwa ona nietknięta💚
Nie możemy obrażać się na góry, zatem wytrwale wciąż będziemy zmierzać do tego małego raju. Im wyżej, tym zaklęte piękno mocniej chwyta za serce.
Do tego raju będziemy wracać zawsze...
...choć w tym roku się nam nie udało, bo pogoniła nas grypa i ziąb total😅
A za płotkiem potok mileniów od ostatniego zlodowacenia wciąż żyje sobie nietknięty.
Po którymś kolejnym zderzeniu z tą magią uruchomiły mi się poetyckie uniesienia. "Powiew odwiecznego świata" odczytałam pierwszy raz na spotkaniu 16.16 w Słupsku, gdy otwarto po zamknięciu covidowym przestrzenie publiczne. W karkonoskiej "Szkatułce z poezją" też się znajdzie. Na tym jednak nie zakończyły się moje literackie peregrynacje wokół Małego Stawu, swój bardzo ważny ślad odnajdą w książce dla dzieci, młodzieży i dorosłych pod roboczym na razie tytułem "Spójrz w lusterko". Opowieści te ukażą się drukiem nie szybciej niż za dwa lata, ale warto poczekać😊
Kocioł Małego Stawu może nas tak powitać, jeśli wędrujemy od dołu...
...tym szlakiem, który jest zamknięty do 7 czerwca w okresie lęgowym ptaków😅
Można też przytuptać w to miejsce szerokim traktem od ruin schroniska Bronka Czecha,
a potem ruszyć w górę do Strzechy.
Miłośnicy gór pozdrawiają wszystkich z trasy z Samotni do Polany Bronka Czecha.


Kraina zamków Dolnego Śląska

                                              Studnia czasu - z amek Lenno        Ledwo książę Mieszko zjednoczył zwaśnione plemiona, a jego...