poniedziałek, 11 listopada 2024

Wędrówki ze Szklarskiej Poręby

 

                                     Królowa Śnieżka

        Króluje nad Sudetami w paśmie Karkonoszy w taki sposób, jakby fregata granitu z odległych eonów zatrzymała się znienacka nad wypłaszczeniem pod swoimi stopami - ze złożonymi żaglami oniemiała wobec cudu, który się jej oczom ukazał. I tak kontempluje w zadziwieniu widok, lata mijają a jej niespieszno, by wyruszyć z portu w dalszą podróż. 
Podróż na Śnieżkę dobrze jest zacząć od stacji wyciągu na Kopę - i ruszyć z buta, 2016 rok.
     Do rozejścia szlaków, w prawo do Samotni i w lewo na Śnieżkę, wspinamy się godzinę nudnym 
     pionowym szlakiem w lesie. A kiedy wreszcie wychodzimy po nagrodę, ukazuje się nam Karpacz 
     w prześwicie... i hotel Gołębiewski - paskuda wszechczasów nawet z takiej wysokości, poniżej. 

     Nasza pierwsza wspólna podróż do sudeckiej krainy w 2016 roku z miejsca poderwała nas na Śnieżkę, choć wtedy nocowaliśmy w Szklarskiej Porębie - w pensjonacie, a jakże, Magdalena (polecam wszystkim, cisza i spokój a widoki fantastyczne). Po godzinie jazdy samochodem, zaparkowaliśmy na parkingu przy wyciągu Pod Kopą - choć kilka kolejnych razy błądziliśmy po serpentynach uliczek, zanim nauczyliśmy się, żeby skręcać przy stacji benzynowej w lewo. 

Rzut oka za siebie: kocioł Małego Stawu a po prawej Słonecznik
Jeszcze kilka kroków i ukazuje się rąbek Wielkiego Stawu a po prawej Pielgrzymy.
Szeroka droga prowadząca od wyciągu pod Dom Śląski świecąca pustkami - tak się nam udało tylko raz😀
I ku naszemu niemiłemu zdumieniu okazało się, że wyciąg "nie chodził", bo wiatr wiał za mocno - ryzyko było zbyt duże, że się wszystko pourywa. Nie pozostało nam zatem nic innego, jak ruszyć z buta w górę. Po tatrzańskich peregrynacjach dwie i pół godziny to nie był dla nas problem - w tak krótkim czasie mało gdzie można dotrzeć w Tatrach na szczyt. A tu już za półtorej godziny zrobiliśmy sobie postój pod Śląskim Domem - sami jak u zarania dziejów.
Samotna wędrówka pod Śnieżkę - to nie przytrafiło się nam już więcej.
I nigdy więcej nie zauważyłam tego znaku😂, choć każdy wyjazd w Sudety
oznaczał wjazd na Kopę i podejście do rozejścia szlaków.
Sami pod Śnieżką i przed Domem Śląskim(poniżej)
Poniżej w tle czeska Studziena Góra - "towarzyszyła" nam później na wielu wyprawach do Lućni Boudy.

    Na Równi pod Śnieżką już w XVII wieku postawiono budę dla pasterzy, w XIX istniały zaś dwa schroniska: pierwsze po stronie habsburskiej(obecnie czeskiej) zaś w 1847 roku postawiono drugie po stronie pruskiej czyli śląskiej. Czterdzieści jeden lat później spłonęło to po naszej obecnie polskiej stronie, być może podpalone celowo. W 1904 roku wybudowano kolejne, lecz obecny budynek Domu Śląskiego postawiono już w czasach II Rzeczpospolitej. Pamiętać jednak należy, że Śląsk porzucony przez władców polskich na rzecz innych dzielnic(głównie Pomorza) a w późniejszym czasie Litwy - która nie była rdzennie polską ziemią w przeciwieństwie do Śląska - nadal pozostawał w rękach niemieckich (oprócz tej niewielkiej części, która po trzech powstaniach została przyłączona do odrodzonej po zaborach Polski na terenach Górnego Śląska). Budynek schroniska powstał według projektu architekta z Wrocławia Herberta Erasa, który stworzył również niezwykle urokliwe Odrodzenie na Przełęczy Karkonoskiej. 
Wędrówka rankiem na Śnieżkę, gdy tłumy jeszcze nie nadciągnęły...
Granity Śnieżki...z widokiem na Studzieną Górę czeską
Przez chwilę można poczuć się jak w Tatrach. Poniżej Dom Śląski z drogi na Śnieżkę

     Po 1950 roku stacjonowały w Domu Śląskim jednostki WOP a później Straży Granicznej, turyści mieli zatem wojskowe atrakcje w schronisku. Dopiero w 1982 roku rozebrano schronisko czeskie, a od 2005 roku Dom Śląski służy już wyłącznie górołazom zakochanym w Karkonoszach. Jest to bardzo duży obiekt, sądzę więc, że nietrudno tam o nocleg. Spod Domu Śląskiego warto wyruszyć na Śnieżkę wydawałoby się strasznym podejściem ogrodzonym łańcuchami. W gruncie rzeczy zanim naprawdę człowiek zacznie się wspinać, jest już niemal w połowie podejścia, potem tylko może piętnaście minut i szczyt, łącznie zajmie to niecałe pół godziny, chyba że zatrzymujemy się co chwila, by nasycić oko i serce niesamowitymi widokami. 
To zdjęcie, i wszystkie pozostałe gdzie są łańcuchy w drodze na Śnieżkę, jest już historią.
Turyści-wandale przyrody tak niszczyli roślinnych mieszkańców
- prawowitych właścicieli- Karkonoszy,
że od dzisiaj(tj.od 25 maja 2024)pracownicy 
parku zakładają siatki na łańcuchach, żeby ocalić ten świat.
Takie siatki są już 
założone na trasie z Równi pod Śnieżką w kierunku zachodnim.
Sama Śnieżka, królowa Karkonoszy od wielu lat nie jest już tym miejscem co za czasów PRL, kiedy zdołałam jeszcze wjechać na Kopę pojedynczym metalowym krzesełkiem(trzy z nich, jako pamiątkę, można zobaczyć przy Kaplicy Św. Anny w górę od Karpacza i Miłkowa). "Latające talerze" Obserwatorium Wysokogórskiego Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej oferowały wówczas też restaurację z normalnymi obiadami. W wieku lat czternastu miałam szczęście skorzystać z niej. W dobie gdy liczą się tylko pieniądze, restaurację zamknięto. Kiedy dotarliśmy na Śnieżkę w 2016r działało tylko obserwatorium, wszystkie inne drzwi były zamknięte. Od bywalców grupy na fb "Karkonoskie szlaki" wiem, że później otwarto ten "talerz", gdzie kiedyś działała ogromna restauracja, lecz jest to tylko pusty obiekt, gdzie owszem batona można kupić dziecku. I co jest zdumiewające, na Śnieżce znajduje się górna stacja czeskiego wyciągu - z Pecu pod Śnieżką - i tam można zjeść i skorzystać z toalety. A Polakom nic na Śnieżce się nie opłaca(sic!). 
Królowa zdobyta
Nie obrażajmy się jednak na Śnieżkę - królowa Karkonoszy nie jest winna temu, że ludziom u władzy nie chce się nic tu zmienić. Tracą na tym tylko zwykli turyści, a i tak ciągną na Śnieżkę tłumami. Nam udało się zdobyć tę niesamowitą górę, tronującą nieomal na całymi Sudetami, w ciszy i spokoju tylko dlatego, że nie działał wyciąg i zdążyliśmy dotrzeć tu przed "stonką". I o to słowo też nie można się obrażać, bowiem każdy z nas, gdy wybiera się na zwiedzanie obleganych gór, miast czy zamków też zamienia się w taką stonkę.

Na Śnieżce po ósmej rano, w 2019 roku, gdy podwiózł nas czeski wyciąg z Pecu pod Śnieżką. 

W 2019 roku wjechaliśmy na Śnieżkę owym czeskim wyciągiem. Z samego rana - to najlepszy sposób na złapanie kilku chwil samotności w obcowaniu z przyrodą, jeśli omija się najbardziej uczęszczane górskie szlaki w weekendy i święta oraz wyrywa się na trasę w Karkonoszach o ósmej(w Tatrach o siódmej). Do Pecu pod Śnieżką można dojechać wygodnie busem - dla nas nocujących w klimatycznym pensjonacie Avita na samym końcu Karpacza tuż u stóp Karkonoskiego Parku Narodowego, oznaczało to kilka kroków do początkowego przystanku na ulicy Skalnej. Bus jedzie do Pecu godzinkę, zdążyliśmy zaprzyjaźnić się przez ten czas z turystami, którzy tak tak jak my wcześnie wstali. I razem wjechaliśmy na Śnieżkę, gdzie nasze drogi się rozeszły - ruszyliśmy wówczas Czarnym Grzbietem do Jelenki a potem...oho, o tej ekstremalnej wyprawie na Przełęcz Okraj i z powrotem do Avity dawną ścieżką przemytniczą opowiem przy innej okazji. 
Luksusy spokoju na Śnieżce jeszcze w 2016 roku. W tle, maleńka stąd,
 nasza ukochana czeska Lućni Bouda - każdy sezon karkonoski zaczynamy od wizyty
w tym urokliwym miejscu.
Obri dul prowadzący do Pecu pod Śnieżką - ten szlak jeszcze jest przed nami.
Ze Śnieżki ruszyliśmy w 2016 roku do Samotni nad Małym Stawem, w kotle plejstoceńskim
o tej samej nazwie. Widok Śnieżki z tej strony jest urzekający.
W tym miejscu wielokrotnie spotykaliśmy się z majestatem ciszy.
    W 2018 roku wyruszyliśmy zaś do Lućni Boudy na spotkanie cudu, który więcej się powtórzył - trzeba po prostu mieć szczęście i złapać tę chwilę. I tak powstał króciutki wiersz dla Śnieżnej Pani.
A że nie była to tylko wyobraźnia, proszę, tak to się zaczęło.
Motyl jest...
kosówka też...
A i królowa ukazuje się w tym miejscu, choć zdjęcie jest z 2024 roku a nie z tego motylowego.
A że królowa lubi zaskakiwać to na zakończenie opowieści o Śnieżce dodaję zdjęcie z 26 maja 2021 roku. Gdybym nie zabrała ze sobą odzieży narciarskiej z domu - a przed wyjazdem było w Słupsku plus siedem stopni, dokładnie tyle ile w Karpaczu i coś mnie tknęło, że u góry będzie zero - to bym tego zimna nie przeżyła😅  
Ratrak przejechał i po bokach były góry zlodowaciałego śniegu, wicher przeganiał chmury w takim tempie, jakby mu ktoś za to płacił a my w czapkach zimowych i szalikach, ja dodatkowo zimowe rękawiczki😂Przeżyłam i od tego czasu wożę ze sobą w Sudety odzież narciarską, a o czapkach szalikach i rękawiczkach nie zapominam nigdy. Tak to trzeba liczyć się z królową, potrafi zdyscyplinować poddanych😄



     

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kraina zamków Dolnego Śląska

                                              Studnia czasu - z amek Lenno        Ledwo książę Mieszko zjednoczył zwaśnione plemiona, a jego...